Padał
deszcz. Agness stała na stacji i nie wiedziała, co ma ze sobą
zrobić. Dziś było jej rodziców i jej samej święto, a jednak nie
czuła się zbyt dobrze. Była mocno przeziębiona, zmęczona i cała
mokra. Pociąg spóźniał się już sześć minut, chciała napisać
sms do przyjaciółek, ale dziwnym trafem żaden nie chciał się
wysłać. Była dość zaskoczona, przecież całkiem niedawno miała
do wykorzystania dwieście szesnaście smsów. Dziś jak na złość
skończyło się wszystko: smsy, pieniądze. Nie wiedziała, co
robić... Postanowiła czekać, czekać na pociąg i w domu spokojnie
wytłumaczyć rodzicom, że nie zauważyła jak wykorzystała
wszystkie kilkaset smsów i kilka złotych na czarną godzinę.
Chwilę po sprawdzeniu stanu konta przyjaciółka napisała do niej
wiadomość, która odezwała się u Agness krótkimi wibracjami.
Dziewczyna nie mogła jednak odpowiedzieć, nijak... Smutna czekała.
Założyła słuchawki na uszy i puściła swoją ulubioną piosenkę
„na doła”. Chwilę później zaczął padać grad. Ludzie,
wyczekujący dwóch lub trzech małych, żółtych światełek na
torach w oddali, zeszli się pod dach. Obok Agness stanął pewien
chłopak. Miał ciemne, potargane i lekko mokre włosy, piwne oczy i
pełne usta. Zaczął lekko poruszać wargami jakby chciał coś
powiedzieć, Agness musiała zdjąć słuchawki, by go usłyszeć.
Miał ciekawy, miękki, cichy a zarazem dosyć mocny głos. Spytał
ją o godzinę. Była za dziesięć druga po południu. Dziewczyna
szybko odpowiedziała. Chłopak uśmiechnął się i podziękował.
- Mam
na imię Simon. Beznadziejna pogoda, co? – zaczął.
- Tak...
jestem Agness – podali sobie dłonie. Dziewczyna poczuła lekki
dreszcz.
Zaczęli
rozmawiać o wszystkim i o niczym. Płynęły minuty, pociąg nie
przyjeżdżał, jednak nie przeszkadzało im to.
Czerwone,
niby skórzane spodnie Agness już całkowicie wyschły, jej czarna
bluza z nadrukiem jakiegoś mało znanego zespołu metalowego pod
wpływem ciepła pozbywała się małych cząsteczek lodu zamieniając
je w wodę. Upłynęło kilkadziesiąt minut. Ludzie zdenerwowani
zaczęli wychodzić spod dachu na deszcz, by sprawdzić czy nie
nadjeżdża ich pociąg. Simon z Agness rozmawiali w najlepsze,
śmiali się. W końcu wyszło słońce i przyjechał długo
oczekiwany pociąg. Ludzie wsiadali po kolei, by móc dojechać do
domu. Wsiedli także Agness z Simonem. Okazało się, że dzielą ich
tylko dwie stacje. Musieli się wkrótce rozstać. Agness wysiadła
pierwsza z numerem chłopaka na zielonej karteczce. Pomachała mu na
odjazd i poszła do domu. Rzuciła plecak na podłogę. Zjadła obiad
z rodzicami i poszła do swojego małego pokoju, by pouczyć się do
klasówki. Jednak nauka nie wchodziła jej do głowy. Myślała wciąż
o tym, jak to by było spotkać się znowu z Simonem.
Nagle
coś wyrwało ją z tej pięknej myśli, z całej przypuszczalnej
rzeczywistości. Wszystko rozmyło się jakby zwykły sen, ona stała
nadal na stacji w swoich czerwonych przemoczonych spodniach. Na
bluzie jednak nie było jeszcze kuleczek lodu.
Czyżby
wszystko było jakąś niewytłumaczalną przechadzką po świecie
fantazji? Przecież... Przecież było jak w rzeczywistości... Tylko
trochę zbyt pięknie – pomyślała. Spojrzała na nadchodzącego
Simona i przyjeżdżający pociąg. Teraz albo nigdy... Pociąg
nadjeżdżał, jeżeli nie odezwie się do chłopaka, już nigdy go
nie zobaczy.
Podeszła
do niego. Spojrzał na nią dziwnie, potem jednak starał się
sympatycznie uśmiechnąć. Rozpoczęła rozmowę... Jakimś słowem,
zdaniem. Wsiedli do pociągu, rozgadali się. Zapytał o godzinę,
dał jej swój numer, ona jemu swój.
Na
szczęście po powrocie do domu nic nie znikło, nie przeniosła się
w czasie, chwila nie uleciała. Było w porządku.
Po
kilku dniach znów spotkała się z Simonem, po kilku następnych
także, i następnych...
==================================================================
Witam, to jedno z moich starych opowiadań, nieco niedopracowane, pisane w tzw. "zalataniu" :)==================================================================
Stałam w deszczu i rozmyślałam, aż w końcu zaczęłam tworzyć. Opowiadanie to ma dalszy ciąg, lecz na razie także niezbyt idealnie napisany. Cóż tu więcej dodawać... Komentujcie, dawajcie pomysły i co chcielibyście przeczytać na tym blogu. Razem z Evelin będziemy starały się dać z siebie jak najwięcej, by było ciekawie :)
Pozdrawiam,
Elizabeth.
![]() |
| fotografia do opowiadania (aut.fot. Elizabeth Geranium) |

Nie uważam żeby było niedopracowane jest cudowne. Na prawdę. Czytając je zupełnie zapomniałam, że to tylko krótkie opowiadanie, chcę więcej. Zdecydowanie! :)
OdpowiedzUsuńW wolnej od pisania chwili zapraszam do mnie. ;)
http://probujacbycsoba.blogspot.com/
Oczywiście, chętnie odwiedzę. Dzięki za miłe słowa, może spróbuję to rozwinąć, choć zaczęłam już także jeden mały pomysł... W każdym razie dzięki :)
Usuń